religia.tv


religia.tv Aktualności    Polskość Papieża

Beatyfikacja JP II

rss

  • A-
  • A+
Tylko dla religia.tv - wspomnienia watykanistów o Janie Pawle II


Znają od podszewki Stolicę Apostolską, na gorąco relacjonują wydarzenia, w których uczestniczą kolejni następcy św. Piotra. Specjalnie na naszą stronę znani, wspaniali watykanisci piszą o Janie Pawle II. Teksty opatrzone wstępem opracowała Aleksandra Bajka, wieloletnia korespondentka w Rzymie i Watykanie.

Dodaj Komentarz

Musisz się zalogować, żeby dodać swoją wypowiedź.
Zamknij okno

Aleksandra Bajka: Zawsze chciałam zrobić film o watykanistach. Ci, o których myślę – tworzą historię pontyfikatu. To szacowne grono stanowią dziennikarze specjalizujący się w tematyce kościelnej, a ściśle: watykańskiej. Są akredytowani przy Stolicy Apostolskiej, towarzyszą papieżowi w podróżach i fascynują się najdrobniejszymi nawet newsami dochodzącymi zza milczących murów Miasta-Państwa. Watykaniści to grono niesprecyzowane. Wielu, zbyt wielu aspiruje do tego miana. Jest jednak taka grupa dziennikarzy, o których po prostu się wie, że to wspaniali watykaniści i kropka. W czasie kilku lat które spędziłam w Rzymie wiele się od nich nauczyłam- także w sensie ludzkim. Zawodowo mogłam im tylko pozazdrościć.

 

Czytaj więcej...

 



Polskość Papieża

Phil Pullella

Urodziłem się we Włoszech, a wychowałem w Nowym Jorku. Choć z pochodzenia jestem Włochem, uważam się po części za Polaka. Zawdzięczam to temu człowiekowi, który będzie beatyfikowany 1 maja. Ale może nawet bardziej niż moja bliskość z Janem Pawłem II, to kontakt z jego rodakami wywarł szczególny wpływ na moją duszę. Nie mówię tu o duszy w sensie religijnym, ale poetyckim. Choć nie płynie we mnie ani kropla polskiej krwi, moja dusza jest po części polska. Nie mam co do tego najmniejszych wątpliwości.

 


Moją ulubioną częścią pontyfikatu Jana Pawła II były zdecydowanie jego pielgrzymki do Polski. Towarzyszyłem mu, lecąc papieskim samolotem, we wszystkich tych pielgrzymkach, za wyjątkiem pierwszej w 1979 r., kiedy to jeszcze mieszkałem w Nowym Jorku.


We Włoszech, Papież czasami sprawiał wrażenie jakby się dusił. Czasami zmuszano go do tego by był WŁOCHEM, choć oczywiście nim nie był. W Polsce, był Polakiem.


A to stanowiło wielką różnicę, zarówno dla niego, jak i dla jego rodaków. Pielgrzymki do Polski zmieniały go, tak jak lekarstwo potrafi wyleczyć chorego. A jeśli mogę sobie też pozwolić na odważne porównanie: był jak amator wina, który zmuszony do picia przez długi czas taniego wina, wreszcie smakuje wyśmienity, rzadki rocznik.


Moje pielgrzymki z Papieżem do Polski były również jak kamienie milowe w historii tego kraju pod koniec XX wieku. Moja pierwsza podróż miała miejsce w 1983 r., kiedy w Polsce panował wciąż stan wojenny. Pamiętam, że moja tłumaczka miała małe dziecko i bardzo się martwiła. Czasy były ciężkie. Pieniędzy było mało. Odwiedziłem jeden z tych osławionych “sklepów dolarowych” i kupiłem kilka rzeczy dla jej syna, czekoladki i takie tam. Wahała się, wstydziła. Powiedziałem by przekazała synowi, że to jest prezent od amerykańskiego wujka z Włoch.


To była ta pielgrzymka, kiedy Lech Wałęsa nadal siedział w więzieniu i Papież się z nim spotkał w górach. Podczas tej pielgrzymki doszło również do ostatecznej rozgrywki z generałem Jaruzelskim. To była pielgrzymka pełna napięć równoważonych wielką radością.
Kolejne pielgrzymki odmierzały kolejne etapy polskiej drogi do wolności. Ta w1991 r., dwa lata po upadku komunizmu, była jak impreza urodzinowa dwuletniego dziecka. Przywiózł ładny prezent – samego siebie – i rodzicielskie ostrzeżenie – „bądź rozważny w dorastaniu”.
Niepisanym przesłaniem w 1997 i 1999 r. było: „Nie mogę być z wami na zawsze”. W 2002 r., każdy wiedział, że to był ostatni raz.  

 

 Jan Paweł II i Phil Pullella, fot. udostępnił P. Pullella

 

Podczas Jego pontyfikatu, zawsze uznawałem Polskę za moją “terza patria”, moją trzecią ojczyznę, po Stanach Zjednoczonych i Włoszech. Uwielbiałem Polskę odwiedzać, ale przede wszystkim kochałem jej mieszkańców.
Polacy mieszkający w Rzymie zaspokajali tę moją „potrzebę polskości”. W szczególności polscy dziennikarze dawali mi stała dawkę polskości jakiej potrzebowałem, niczym narkoman kolejnej działki. Miasto gdzie mieszkaliśmy nazywaliśmy “Rzymem nad Wisłą” lub “Warszawą nad Tybrem”. Chodziliśmy do Polskiego Instytutu Kultury na koncerty i wykłady – na wszystko, co było związane z Wojtyłą. Jestem świadomy, iż niektórzy zagraniczni dziennikarze wykorzystywali swoich polskich kolegów i koleżanki by uzyskać jakieś „newsy”. Z pełną szczerością mogę powiedzieć, że mój kontakt z polskimi dziennikarzami był tylko miłym skutkiem ubocznym mojej pracy; miałem i tak już wyrobione swoje własne kontakty. Po prostu miło mi się przebywało z Polakami.   

 

Pamiętam jak zawsze doprowadzałem do śmiechu polskich dziennikarzy, odnosząc się do Arcybiskupa Stanisława Dziwisza per "Stan the Man"- „Staś, to jest gość”.
Również Papieżowi przyjemnie było się spotykać z tą rzymską grupą Polaków, nawet jeśli dziennikarzy widywał rzadko, bo tylko podczas pielgrzymek lub kiedy relacjonowali oni wizyty głów państw.

 

Choć w każdym spotkaniu z Nim była pewna magia, widać było szczególny błysk w oku, kiedy spotykał się z Polakami, obojętnie czy to była starsza pani czy młody student. Nawet nie musiał pytać czy ci ludzie są z Polski. Czuł to zanim do niego podeszli. Panował wtedy inny klimat w papieskim przedpokoju.

 

Parę dni po Jego śmierci, zdarzyło mi się coś niezwykłego. Byłem w gronie małej grupy dziennikarzy, którzy relacjonowali wizytę prezydenta George’a W. Busha w Bazylice św. Piotra, w czasie czuwania przy ciele Wojtyły.  
Kiedy Bush już wyszedł - za nim poszli wszyscy dziennikarze. Ja jednak poczułem potrzebę, żeby zostać. Nie wiem dokładnie dlaczego. Dziwisz zobaczył mnie, gdy stałem samotnie opierając się o kolumnę i zawołał mnie do małego, zastrzeżonego sektora, przed samą trumną. Ten sektor był zarezerwowany dla członków Papieskiego Domu oraz VIP-ów. Powiedział Gwardzistom Szwajcarskim by mnie wpuścili. I siedzieliśmy z Arcybiskupem Dziwiszem dość blisko ciała Jana Pawła II. Byłem tam przez pół godziny, ale nie sądzę, abym wymienił z Arcybiskupem jakiekolwiek słowo poza „dziękuję”.
Przypuszczam, że ci, którzy nas widzieli pomyśleli, że Arcybiskup Dziwisz wpuścił mnie do strzeżonego sektora, bo byłem polskim przyjacielem.
Mieli rację. Byłem.

***


Although I was born in Italy of Italian parents and raised in New York, I consider myself "part Polish". This is thanks to the man who will beatified on May 1. But perhaps even more than my proximity to John Paul, it was my closeness to his countrymen and countrywomen that left an indelible mark on my soul. And I don't mean soul in the religious sense, but in the poetic sense. I have no Polish blood, but I have a part-Polish soul. Of this I have no doubt.
My favorite part of  John Paul's papacy were without question the trips to Poland. I accompanied him on the papal plane on all of the trips except the first in 1979, when I was still in New York.


In Italy, the pope seemed at times to be suffocating. He seemed at times to be forced to be an ITALIAN, which he clearly was not. In Poland, he was Polish.



And that made all the difference both for him and his countrymen. His visits transformed him like a medicine that cures a sick person, and if I can take the liberty of being a bit irreverent, like a wine lover who tastes a fine, rare vintage after a period of being forced to drink a cheap brew.


My trips with the pope to Poland are like milestones of its history in the late 20th century. My first was in 1983 when the country was in the grip of martial law. I remember my translator had a small child and she was worried. Times were tight. Money was tight. I went into one of those notorious "dollar stores”, and bought her some things for her son, chocolate and things like that. She was reluctant, embarrassed. I told her "just tell him it's from an American uncle in Italy".


That was the trip when Lech Walesa was still in jail and the pope met him in the mountains. That was the trip that included the showdown with Jaruzelski. That was the trip of tension tempered by joy.  

 


Press conference on the papal plane


The trips that followed were road markers on Poland's voyage towards freedom. By 1991, two years after the fall, it was like the birthday party of a two-year old child. He brought a nice gift -- himself -- and a parental warning -- "be careful as you grow."

In 1997 and 1999 the unwritten message seemed to be "I can't be with you forever" and in 2002 everyone knew it was the last time.


During his pontificate, I always considered Poland my "terza patria," my third homeland after the United States and Italy. I loved going there but most of all I loved the people.


Back in Rome, the Polish community filled this need of mine for Polishness. It was mostly the Polish journalistic community, led by Aleksandra Bajka, that gave me the regular dose of Polishness that I needed like a drug addict needs a fix.
We used to call the city where we lived Rome on the Vistula or Warsaw on the Tiber. We would go to the Polish Cultural Institute for concerts and lectures or to anything that was related to Wojtyla.
I know that some foreign journalists cultivated the Polish journalists to get the inside story but in all honesty, for me that was just a by-product and I had my own sources. I just enjoyed being with Poles.

I remember always making the Polish journalists laugh by referring to Archbishop Stanislaw Dziwisz "Stan the Man".

 The pope himself also enjoyed the local Polish community, even the journalists who he would only see rarely on the trips or when they took part in covering visits by heads of state.
Although he was magical with everybody, there was a certain sparkle that shone in his eyes when he was looking at Pole, whether it was an elderly woman or a young student. He didn't even have to ask if people were Polish. He felt it before they approached him. The air was different in the ante-chamber.

A few days after he died, something special happened to me. I was with a small group of journalists who had had been called to form a pool to cover President George W. Bush's visit to Wojtyla's body in St Peter's Basilica.

After Bush had left, all the journalists left with him. I felt the need to stay behind. I don't know why. Dziwisz saw me alone, leaning on a pillar and called me over to a small cordoned off section that was right in front of the body. It had been reserved for members of the pontifical household and visiting VIPs. He told the Swiss Guard to let me in and Dziwisz and I sat pretty close to John Paul’s body. I was there for about half an hour but I don't think I said anything to Dziwisz except “thank you.”

I suppose the people who were watching thought Dziwisz let me into the reserved area because I was a Polish friend.

And they were right. I was.


W cyklu Sala Stampa JP2 przeczytaj także:

Franca Giansoldati: Papież - rzymianin

Andreas English: Buntownik nawrócony

Valentina Alazraki: Meksyk kocha Papieża

Marco Tosatti: John Paul II - we love You!






Telewizja Religia Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Internautów na stronach serwisu religia.tv oraz zastrzega sobie prawo do usuwania treści zabronionych prawnie, obraźliwych lub naruszających zasady współżycia społecznego.
Link: http://religia.tv/index.php?typ=salasampa&id=543
E-mail:
Podpis:
Uwagi:
Pole
Zamknij okno
Link: http://religia.tv/index.php?typ=salasampa&id=543
Opis problemu:
Podpis:
Zgo
Zamknij okno

Na skróty

Aktualności

Oglądaj nas

Programy

Filmy

Polecamy

O nas

Jesteśmy na

About us

Oglądaj nas: N N Cyfra Polsat Dish inne sieci
Copyright © religia.tv 2010 - 2011 Polityka prywatności Regulamin Regulamin „materiały użytkowników”